Oto nowy rozdział . Prosimy o komentarze . Miłego czytania.
Zuziko45 & Innax
- Katniss ! Katniss ? Czy możesz wstać ? Mam sprawę . - dociera do mnie czyiś głos . Z początku myślę , że to Peeta . Tylko czemu ma taki piskliwy głos ? I czemu dziewczęcy ? Uchylam powieki i orientuję się , że to nie jest Peeta . Nade mną nachyla się moja siostra . Zmarła siostra. Zrywam się gwałtowanie i odsuwam jak najdalej od niej. Mój oddech gwałtownie przyspiesza ,a klatka piersiowa zaczyna się szybko podnosić. Rozglądam się dookoła. Jestem na ziemi w przedpokoju w domu Peety . Sam gospodarz jakby zatrzymał się nade mną . Przypominam sobie co się stało. Mam wrażenie jakby czas stanął.
- Prim ? - pytam przerażona . - To ty czy jakiś koszmar ?
- Tak , to ja . - odpowiada dziewczynka. - Co prawda w śnie ,ale .... - nie kończy , bo rzucam się na nią zamykając w mocnym uścisku . To moja Prim . W śnie , ale jednak . Mogę ją przytulić , pogłaskać, porozmawiać ... Odwzajemnia uśmiech.
- Katniss , nie przeżywaj tak . - śmieje się cicho . - Przejdźmy do konkretów. Musimy pogadać. - mówi całkiem poważnie, a ja nie mam pojęcia o co jej chodzi. Puszcza mnie i wskazuje salon w kanapie .Kluczy korytarzem , a ja za nią . Siadamy w jednym fotelu - Ona na moich kolanach . Spuszczam wzrok . O czym Ona chce gadać ? Czyżby chodziło o tą sytuację , która została teraz zatrzymana ?
- Dokładnie tak . - odpowiada na nie wypowiedziane pytanie. Znów na nią patrzę .
- Czytasz w moich myślach ? - zadaje kolejne pytanie . Odwraca głowę i patrzy mi w oczy . Nie widzę już tej małej dziewczynki , którą musiałam się opiekować . Widzę przedwcześnie wydoroślałą kobietkę , która potrafi już o siebie zadbać.
- Tak . Niby tak . Dla mnie to tak jakbyś mówiła to na głos. - mówi omijając moje myśli. - No więc przyszłam tu , do Ciebie , bo jak już wcześniej mówiłam musimy porozmawiać. Katniss dobrze wiesz co On musiał przejść - ciągnie wskazując głową piekarza stojącego w korytarzu. Kiwam głową . Dobrze wiem i bardzo mnie to boli. - A ja wiem co masz zamiar zrobić . - patrzy na mnie znacząco . Znów ni wiem co ma na myśli. - Katniss , nie możesz znów się w sobie zamknąć. Nie rób tak jak mama . Nie zostawiaj Go . Nie wiesz co przechodził , zanim się pogodziliście ... - dodaje. Nie wierzę , że tłumaczy mi to moja młodsza siostra . Zna mnie lepiej niż ja sama. Nurtuje mnie jedno pytanie . Co On przeżywał ?
- Co On przeżywał ?- wypowiadam na głos . Na chwilę spuszcza wzrok na moją bluzkę w zamyśleniu. Jej wyraz twarzy ukazuje to co zaraz spotka pewnie mnie po usłyszeniu jej kolejnych zdań.
- Katniss , On codziennie dostawał ataków. Codziennie kaleczył sobie dłonie rozwalając szło. Ale to nie były takie ataki jak w tej chwili. On wpadał w szał , bo myślał , że coś ci robią . Chciał ich powstrzymać . Wrzeszczał , żeby Ciebie puścili, żeby wzięli jego zamiast Ciebie . Katniss , Peeta na prawdę Cię kocha . Nie możesz pozwolić , aby znów Go to spotkało. - kończy opowieść dając mi czas na przeanalizowanie jej słów. Jaka ja jestem beznadziejna . Ja , do cholery , codziennie przejmowałam się tylko sobą , a On mało co nie zginął. I to dla tego , bo bał się o mnie . Jedyne co mogę teraz powiedzieć o sobie , to to , że jestem cholerną suk* . I nikim więcej. On miał rację . Jestem zmiechem.
- Prim , chodź już ! - ktoś , wyrywając mnie z zamyślenia , nawołuje moją siostrę. Ona zrywa się gwałtownie na równe nogi . Ze zdziwieniem stwierdzam , że głos należał do Finnicka.
- Prim , czy Ty musisz tak uciekać ?! - mężczyzna próbuje udawać stanowczy ton , ale przebija się rozbawienie . Przez ścianę w salonie wchodzi Finnick , we własnej osobie . Wybałuszam oczy i otwieram oczy. O Boże ja zwariowałam , myślę. Blondyn podchodzi do mnie i wybucha śmiechem .
- Nawet nie wiesz jak zabawnie teraz wyglądasz . - mówi krztusząc się śmiechem . W końcu uspokaja się i patrzy już dosyć poważnie , choć nadal jest rozbawiony . W jego oczach widzę łzy od śmiechu , włosy ma delikatnie zmierzwione . W rękach trzyma trójząb , a drugą opiera o biodro. Patrzy tym swoim uwodzicielskim wzrokiem. Przełykam ślinę zszokowana i zamykam usta. Finnick ma na sobie tylko spodenki do kolan , po jego nagim torsie spływają krople wody. Przypominam sobie sytuację z 13. Wtedy pierwszy raz znów był sobą .
- Co do cholery ?! - pytam poirytowana . Serio nie wiem o co chodzi.
- Byliśmy na rybach , a Twoja mądra siostra urządziła sobie wycieczkę do 12. - tłumaczy patrząc na Prim oskarżycielsko. - Jak tam u Ciebie ? - kompletnie zmienia temat .
- Nie widać ? - w głosie Prim wyraźnie słychać kpinę . Finnick mierzy mnie wzrokiem. Jego twarz przybiera smutną minę . Jak ja tego nie lubię .
- Faktycznie , nie wyglądasz za dobrze. - odpowiada jakbym to ja zadała pytanie . Marszczę brwi . Prim wychodzi z pokoju i znika na chwilę w korytarzu . Wraca z lustrem w ręce , podaje mi je bez słowa. Odpieram od niej przedmiot i zaglądam z zaciekawieniem. Widzę wymizerniałą siedemnastolatkę o podkrążonych oczach. Mam zapuchnięte prawe oko , jest otulone siwym kolorem . Z rozciętej wargi płynie drobna stróżka krwi tak samo z brwi. Odkładam lustro i podnoszę koszulkę , na moim brzuchu widać ogromnego sińca . Prim zakrywa oczy rękoma , a Finnick wyszzerza zęby . Dziwna reakcja.
- Nie martw się , jutro tego nie będzie. Uwierz mi , Peeta dobrze się Tobą zajmuje. My już uciekamy , pozdrów Annie i .... - na chwilę milknie . Jana , przelatuje mi przez myśl. - Jana - dodaje z uśmiechem. Łapie Prim za rękę i ciągnie za sobą .
- Katniss, On ... - Prim krzyczy coś , ale nie kończy , bo znikają za ścianą . Otrząsam się dopiero po dobrej chwili. O czym Ona mówiła ? Co On ?! Cholerny Finnick , parszywy drań , uśmiecham się w duchu. Za chwilę dzieje się coś dziwnego . Leżę na arenie Ćwierćwiecza Poskromienia. Mgła jest coraz bliżej , ale ja nie mogę się ruszyć. Krzyczę , miotam się . W końcu podchodzi do mnie Peeta i mocno przytula . Od razu czuję się bezpieczniej. On chce wstać , ale nie pozwalam Mu .Wyrywa się trochę , lecz daje za wygraną. Kładzie mnie na ziemi i układa się obok. Głaszcze mój policzek , a ja czuję się bezpieczna . Opar przelatuje nad nami , omija nas. Mocniej wtulam się w błękitnookiego , nie chcę by ta błoga chwila mijała . Tracę przytomność , a On nadal jest przy mnie .
piątek, 25 kwietnia 2014
Rozdział 20
Od tej notki już będziemy dodawać takie mini notatki od nas . Oto notka pisana okiem Peety. Zapraszamy do czytania i komentowania . Chcemy jeszcze poinformować , że wszystkie notki pojawiały się z taką szybkością , ponieważ kopiowane były ze strony poprzedniego bloga ;)
Zuziko 45 ( na poprzednim blogu ZuaZuza ) & Innax
Zuziko 45 ( na poprzednim blogu ZuaZuza ) & Innax
Widzę jak powoli zamyka oczy. Przez chwilę mam wrażenie , że Ona odchodzi . Nachodzi mnie fala złości na samego siebie i nie do powstrzymania wyrzuty sumienia. Jednak te uczucia znikają , gdy słyszę jak jej oddech miarowo się uspokaja. Jej , zazwyczaj surowe , rysy twarzy powoli miękną . Jeszcze do niedawna ztężałe mięśnie właśnie się rozluźniają . Włosy rozsypały się czarnymi kaskadami na jej ramionach. Rozluźniła uścisk . Teraz jej dłoń bezpiecznie leży zamknięta w mojej. Gdy śpi wydaje się być taka bezbronna i strachliwa. Jest piękna. Wyobrażam sobie jaki musiała nieść ogromny ciężar na tych drobnych barkach, ile musiała przejść , sama... A ja nic nie zrobiłem. Nic nie zrobiłem by ta piękna istota była szczęśliwa. Potrafiłem tylko zrobić jej krzywdę. Ale już więcej jej nie skrzywdzę . Nie , już z tym koniec. Mogę się nią opiekować , ale już się nie zbliżę by jej nie krzywdzić. Uświadamiam sobie , że cały czas na nią patrzę , mimo to czuję się jakbym w ogóle jej nie widział. Teraz , dostrzegając jej rany , przypominam sobie co się wydarzyło i co teraz powinienem zrobić . Walę się w głowę z otwartej dłoni. W drugiej nadal trzymam rękę Katniss. Delikatnie ją odkładam i biegnę do łazienki. Dopadam do szafki , w której powinien się znajdować mój cel , i gwałtownie ją otwieram. Łapię apteczkę i szybkim krokiem wracam do salonu. Nadal śpi.. Padam na kolana przed kanapą i otwieram apteczkę . Widzę w niej tylko kilka bandaży , butelkę , zapewne z wodą utlenioną , plastry i jakiś tabletki. Pewnie przeciwbólowe , myślę. Wyrzucam wszystkie przedmioty na podłogę i nie mogę pozbierać myśli . Co teraz zrobić ? Jak ją wyleczyć ? Pani Everdeen by wiedziała... Ale jej tu nie ma , idioto ! Jest przecież setki kilometrów stąd ! Biorę jeden z bandaży i niezdarnie polewam go wodą . Większość cieczy ląduje na moich kolanach. Nieporadnie przykładam materiał do czoła dziewczyny. Delikatnie przecieram ,aby nie sprawić jej chociażby najmniejszego bólu.
- Wiesz , że Ona nie jest z porcelany ? - słyszę piskliwy głosik dziecka i podskakuję ze strachu. Kto tu jest ? Nie słyszałem , żeby ktoś wchodził.
- No , bo nikt nie wchodził. Przynajmniej przez drzwi. - Osoba wydaje się być trochę zawstydzona. Skąd ja znam ten głos ? I czemu czyta w moich myślach ? Albo raczej jak ? - Błagam Cię ! Nie mów , że nie znasz siostry swojej dziewczyny . - dodaje dziecko z wyrzutem . O co tu ,do cholery , chodzi ?! Zaraz ... Nie mów , że nie znasz siostry swojej dziewczyny . Już wiem kto to jest .
- Oczywiście , że wiesz idioto. - Prim prycha pod nosem. Podnoszę głowę . Nad Katniss pochyla się dziewczynka o złocistych włosach. Primrose Everdeen we własnej osobie. Spogląda na mnie z pode łba.
- Prim ...- mówię zmieszany. Mogę tak mówić , pytam się w myślach . Zaryzykuję . - Prim , ja nie wiem co robić . Błagam pomóż .
- Właśnie dlatego tu jestem między innymi. - patrzy na mnie z politowaniem. Jej wzrok mówi sam za siebie. Ty półgłówku . - Tak jesteś półgłówkiem , ale teraz nie czas na to . Będę mówiła Ci co masz robić . Ja jako osoba nieżywa już nic nie zdziałam , lecz Ty tak . - naciska na dwa słowa . Ci . Ty Rozumiem o co jej chodzi . Kiwam głową . - No ! Bierz ten bandaż i zmocz go porządnie . I przestań zachowywać się jak głupek ! Chyba nie chcesz , żeby Katniss zginęła ? - Prim trafia w samo sedno . Sprawnym ruchem podnoszę z podłogi buteleczkę i moczę tak jak to powinienem zrobić wcześniej. Robię wszystko co mi każe . Oglądając rany i sińce na ciele Katniss , momentalnie staje mi przed oczami to co jej zrobiłem. Pamiętam każdy szczegół. Nasza praca dobiega końca . Każda oznaka mojego osaczenia jest już zabandażowana , oczyszczona i zabezpieczona.
- Tu pewnie jej jest niewygodnie ...- mamroczę pod nosem zbierając wszystkie rzeczy z podłogi i wrzucając do apteczki . Prim teatralnie przewraca oczyma . Patrzę na nią , a Ona wzrokiem wskazuje mi schody . Bez zastanowienia podchodzę do kanapy i ostrożnie unoszę bezwładne ciało do góry. Powoli stąpam po schodach ,aby jej nie zbudzić . Czuję na sobie wzrok Prim. Jednak nie zwracam na to uwagi . Wnoszę Katniss na górę . Wchodzę do jednego z pokoi i układam ją na swoim łóżku. Ja przenocuję w salonie . Tak będzie dla niej lepiej. Zastanawiam się czy Prim jeszcze na dole jest . Za chwilę już wiem , że nie ma jej na dole.
- Dobra, wiem , że nie chcesz jej zostawić , więc możemy posiedzieć tu . - Wparowuje do pokoju tak nagle , że nie zauważam jej . Mówi głośno . Nie chcę , żeby Prim przerwała jej sen . Otwieram buzię , by uciszyć dziewczynkę , ale Ona jest szybsza .
- Katniss mnie nie słyszy . Słyszy Ciebie. Ja jej nie obudzę, lecz Ty możesz . Rozumiesz co mam na myśli ?
Rozdział 19
Kiedy już stoimy przed tylnymi drzwiami szpitala , Johanna jest już spokojna . Jest pewna , że już nas nikt nie zatrzyma.
- Johanna ! - słyszę ten sam tubalny głos , co wcześniej przy jej łóżku . Darick biegnie w naszym kierunku. A jednak , myślę .
- W nogi ! - syczy czarnowłosa . Przekracza próg szpitala ruszając pędem. Po niecałej sekundzie pada na kolana , łapiąc się za brzuch . Rzucam się w jej kierunku , ale brunet jest szybszy .Klęka przed nią , coś mówi .Ale ja już nie słyszę ... Przed oczami mam plażę otoczoną wodą . Do moich uszu dochodzi piskliwy głosik dziecka , błagającego mnie o pomoc . Prim. Wyrywam ,jak szalona w stronę , wbiegam w chaszcze . Nie zwracam uwagi na krzyki Finnicka. Biegnę , a potem głoskułki ,krzyk Annie , szklana barykada , Peeta klęczący po jej drugiej stronie ...
- Katniss ? - Jego głos jest jakiś odległy . - Katniss ! - Coraz głośniejszy ... Otwieram oczy . Widzę ukochanego klęczącego przede mną jak przed chwilą Darick przed Johanną. W jego oczach widzę zaniepokojenie , troskę i strach ... Ma zatroskaną minę , a po jego policzku spływa kropla , potem druga i następne . Włosy są zwichrzone . Na plecach czuję małe , zimne strumyki . Deszcz , myślę.
- T-tak ? - jąkam się . Uświadamiam sobie , że siedzę w kałuży błota . Na policzkach też spływają mi strumyki , ale ciepłe . To ledwie dostrzegalne łzy . Lecz mój dawny sojusznik je zauważa i ociera zakładając kosmyk moich włosów za ucho.
- Co się stało ? - mówi z bladym uśmiechem.
- Wspomnienia ... - odpowiadam słabo . Nie muszę już nic więcej mówić . On rozumie mnie bez słów . Przytula mnie i unosi . Wtulam się w niego bezwstydnie . Zamykam oczy i jeszcze bardziej moczę jego koszulkę . Niesie mnie gdzieś . Gdzie ? Nie wiem. Ale po chwili nie czuję już deszczu. Peeta siada gdzieś , a mnie sadza na swoich kolanach otulając kocem .
- Hej ! Nie płacz ! Ona by tego nie chciała . - pociesza mnie . Ma rację . Prim nigdy by nie pozwoliła , żebym przez nią płakała. Szybko ocieram łzy pociągając nosem.
- Co z Johanną ? - Dopiero sobie o niej przypomniałam. Czuję wstyd , bo myślałam tylko o sobie jak jakaś egoistka .
- Darick zaniósł ją z powrotem do szpitala . Chyba złamane żebra dają o sobie znać ... - szepcze. Otwieram oczy . Widzę szare pomieszczenie z kilkoma parami siedzeń . Poduszkowiec ? Najwyraźniej. Dochodzi do mnie warkot silnika. Startujemy. Mocniej przytulam się do chłopaka i przymykam oczy .
- Nie zostawiaj mnie . - mówię na wpół śpiąc .
- Nie zostawię . Zawsze będę przy Tobie . Zawsze . - Słysząc to kolejna łza leci mi z oka , ale następne już powstrzymuje . Nawet nie wiem kiedy zasypiam.
~~~
Kiedy uchylam lekko powieki , pierwsze co rzuca mi się w oczy to błękit jego oczu. Wpatruje się we mnie z szerokim uśmiechem. Odwzajemniam uśmiech. Przyciska delikatnie swoje wargi do moich. To cudowne uczucie kiedy można poczuć czyiś uśmiech na swoich ustach. Jednocześnie obejmuje mnie i przyciąga do siebie .
- Dzień Dobry , słoneczko . - mówi odrywając się ode mnie . Miłe powitanie , przelatuje mi przez myśl. - Jak się spało ? - dodaje zaczepnie . Rozglądam się dookoła. Widzę kolorowe ściany . Szafki i inne meble . Drzwi do łazienki . Okno . To jego pokój.
- Dzień Dobry.Żadnych koszmarów .. - mówię spokojnie .
- Żadnych ... - powtarza za mną z rozmarzeniem i tęsknotą. Czyżby jego to spotykało ? Dlaczego tego nie zauważyłam ? Boże , jaka ja jestem głupia . Przecież On przeszedł więcej ode mnie ...
- Co się stało ? - pytam widząc , że jego uśmiech zniknął.
- Nie nic ... - oponuje .
- Peeta , przecież widzę , że coś się dzieje . Oddalasz się ode mnie . Mam wrażenie czasami , że jesteś nieobecny . Jakby mnie nie było . Do tego ten chłód . O co chodzi ? - podnoszę lekko głos. Zaniepokoiło mnie to zachowanie z ostatniego czasu . Coś jest nie tak. Tylko co ? I czemu nie chce mi powiedzieć ?
- To nic ... Tylko ... Prezydent Snow skutecznie zadziałał .. - odpowiada tym lodowatym , pełnym nienawiści głosem . Patrzę na niego przerażona . Odsuwam się lekko . To był zły krok . Jego ręce mocno mnie odpychają . Siła uderzenia odrzuca mnie na ścianę . Zwijam się w kłębek z bólu. Ból jest okropny. Nie to mało powiedziane. Moja głowa daje o sobie znać . Patrzę przed siebie . Piekarz kuli się pod ścianą ściskając głowę , jakby walczył z samym sobą . Albo raczej z jadem gończych os . Pamiętam , że kiedyś mi mówił , że moja obecność mu pomaga . Czemu teraz nie pomogła ? Tego nie wiem , ale muszę coś zrobić . Ostatkiem sił doczołguję się do kąta w którym siedzi . Łapię jego głowę .
- Peeta ? - sapię . Jego oczy już nie są takie błękitne . Raczej ... czerwone . Nie widzę czerwieni . Przegrałam , myślę. Łapie mnie za nadgarstki. Zaciska powieki. Gdy znów je otwiera widzę w nich nutkę błękitu.
- Katniss ? - mówi puszczając moje nadgarstki. - Katniss , uciekaj . Uciekaj ,proszę Cię .
- Nie ! Nie zostawię Cię . - szepcze .
- Uciekaj ! - wrzeszczy. On wrzeszczy ? Przecież nigdy nie krzyczał na mnie . Już wiem , że muszę uciekać . Zrywam się z podłogi i najszybciej jak mogę biegnę do schodów . Znów czuję łzy na policzkach .
- Ach ! - słyszę jego jęki. Wiem, że stara się powstrzymać . - Uciekaj ! - powtarza . Zbiegam ze schodów . Pokonuje schodki z zawrotną szybkością . Gdy jestem na końcu odwracam się za siebie . Peeta już nie dał rady. Nie powstrzymał wspomnień . I tak dużo dał mi czasu. Widzę jak wypada z pokoju. Dyszy bardzo głośno. Zauważa mnie i idzie w kierunku schodów . Zaczynam krzyczeć . Tracę równowagę i spadam. Leżę na ziemi . Obracam się . Błękitnooki , a raczej czerwonooki jest już przede mną . Łapie mnie za koszulkę i podnosi do góry. Patrzę mu w oczy . Jesteśmy twarzą w twarz .Przestaje dyszeć . Ale teraz ja zaczynam ze strachu. Już nic i nikt mnie nie uratuje . Zginę tu . Z ręki mojego chłopaka. Nie . Z ręki zmiecha w którego Go zamienili.
- Zmiech . - mówi z obrzydzeniem . Wbija pięść w mój brzuch . Przyciskam ręce w to miejsce . Puszcza mnie , a ja upadam na plecy. Na moment nie mogę oddychać. Potem czuję kopnięcie , które odbija mnie prawie pod same drzwi wejściowe . To jedyna szansa , myślę . Podnoszę się , ale zaraz znów upadam. Peeta - zmiech zaczyna się śmiać szyderczo . Robi krok i zbliża się do mnie . Teraz to już na prawdę koniec . Już nie ma dla mnie szansy . Podkulam kolana oczekując śmierci. Łzy moczą moje włosy . Chłopak jest coraz bliżej. Może tam w końcu będę szczęśliwa , może tam już nikt mnie nie skrzywdzi . Zobaczę Prim , tatę , Cinnę , Rue . Ciekawe czy czekają .
- Kocham Cię , Peeta . Zawsze będę kochała . - szepczę . Musiałam Mu to powiedzieć przed śmiercią .W końcu to prawda . Ciekawe jak się umiera . To boli ? A może będzie to szybkie i bez bolesne. Rozmyślam tak ,gdy coś do mnie dociera . Czemu jeszcze nie czuję bólu ? Zadzieram głowę do góry . Peeta stoi nade mną i patrzy . Po prostu . Czemu nie atakuje ? A może to szansa ? Może Oni nie chcą , żebym już do nich przyszła i jakoś Go powstrzymali ? Zaglądam mu w oczy . Dostrzegam dziwną przemianę . Czerwień zamienia się w błękit , a Jego wzrok wydaje się być nieobecny . Jakby nie widział teraz mnie , ale coś innego. Mruga i pochyla się . Łapie mnie za ręce . Patrzę zdziwiona , a On klęka . Ma łzy w oczach. Jedna skapuje na moją rękę . Patrzę jak powoli płynie .
- Katniss... - zaczyna . - Katniss , przepraszam . - dodaje łamiącym się tonem . Przykłada moje ręce do swojej twarzy . Po moich rękach płyną powoli kolejne łzy . A ja patrzę tylko zdziwiona . Obejmuje jego głowę i resztką sił przyciągam do siebie .
- Nie płacz . Nie chciałabym . - szepczę delikatnie. Przykładam usta do jego ust . Nie potrafię wykrztusić żadnego słowa . Chwilowo nie czuję bólu . Ale , gdy sobie o nim przypominam powraca z impetem . Syczę z bólu i mocniej podkulam nogi .Puszczam Go . Zaciskam powieki , bo coraz mocniej czuję ból. Delikatnie obejmuje mnie . Jedną rękę kładzie pod moją głową , a drugą lokuje pod moimi plecami . Unosi mnie powoli i ostrożnie . Jakbym była z porcelany , ale faktycznie w tej chwili tak się czuję . Niesie mnie powoli chyba do salonu , nie odrywając wzroku od mojej twarzy . A przynajmniej tak mi się wydaje . Mam wrażenie , że wlepia we mnie wzrok , ale nie jestem pewna , bo mam zamknięte oczy . W końcu dochodzi do celu , bo staje . Ostrożnie układa mnie na czymś . Uchylam powieki . Tak to salon . Leżę na kanapie . Peeta siada na podłodze obok. Trzyma mnie za rękę , a ja zasypiam.
- Johanna ! - słyszę ten sam tubalny głos , co wcześniej przy jej łóżku . Darick biegnie w naszym kierunku. A jednak , myślę .
- W nogi ! - syczy czarnowłosa . Przekracza próg szpitala ruszając pędem. Po niecałej sekundzie pada na kolana , łapiąc się za brzuch . Rzucam się w jej kierunku , ale brunet jest szybszy .Klęka przed nią , coś mówi .Ale ja już nie słyszę ... Przed oczami mam plażę otoczoną wodą . Do moich uszu dochodzi piskliwy głosik dziecka , błagającego mnie o pomoc . Prim. Wyrywam ,jak szalona w stronę , wbiegam w chaszcze . Nie zwracam uwagi na krzyki Finnicka. Biegnę , a potem głoskułki ,krzyk Annie , szklana barykada , Peeta klęczący po jej drugiej stronie ...
- Katniss ? - Jego głos jest jakiś odległy . - Katniss ! - Coraz głośniejszy ... Otwieram oczy . Widzę ukochanego klęczącego przede mną jak przed chwilą Darick przed Johanną. W jego oczach widzę zaniepokojenie , troskę i strach ... Ma zatroskaną minę , a po jego policzku spływa kropla , potem druga i następne . Włosy są zwichrzone . Na plecach czuję małe , zimne strumyki . Deszcz , myślę.
- T-tak ? - jąkam się . Uświadamiam sobie , że siedzę w kałuży błota . Na policzkach też spływają mi strumyki , ale ciepłe . To ledwie dostrzegalne łzy . Lecz mój dawny sojusznik je zauważa i ociera zakładając kosmyk moich włosów za ucho.
- Co się stało ? - mówi z bladym uśmiechem.
- Wspomnienia ... - odpowiadam słabo . Nie muszę już nic więcej mówić . On rozumie mnie bez słów . Przytula mnie i unosi . Wtulam się w niego bezwstydnie . Zamykam oczy i jeszcze bardziej moczę jego koszulkę . Niesie mnie gdzieś . Gdzie ? Nie wiem. Ale po chwili nie czuję już deszczu. Peeta siada gdzieś , a mnie sadza na swoich kolanach otulając kocem .
- Hej ! Nie płacz ! Ona by tego nie chciała . - pociesza mnie . Ma rację . Prim nigdy by nie pozwoliła , żebym przez nią płakała. Szybko ocieram łzy pociągając nosem.
- Co z Johanną ? - Dopiero sobie o niej przypomniałam. Czuję wstyd , bo myślałam tylko o sobie jak jakaś egoistka .
- Darick zaniósł ją z powrotem do szpitala . Chyba złamane żebra dają o sobie znać ... - szepcze. Otwieram oczy . Widzę szare pomieszczenie z kilkoma parami siedzeń . Poduszkowiec ? Najwyraźniej. Dochodzi do mnie warkot silnika. Startujemy. Mocniej przytulam się do chłopaka i przymykam oczy .
- Nie zostawiaj mnie . - mówię na wpół śpiąc .
- Nie zostawię . Zawsze będę przy Tobie . Zawsze . - Słysząc to kolejna łza leci mi z oka , ale następne już powstrzymuje . Nawet nie wiem kiedy zasypiam.
~~~
Kiedy uchylam lekko powieki , pierwsze co rzuca mi się w oczy to błękit jego oczu. Wpatruje się we mnie z szerokim uśmiechem. Odwzajemniam uśmiech. Przyciska delikatnie swoje wargi do moich. To cudowne uczucie kiedy można poczuć czyiś uśmiech na swoich ustach. Jednocześnie obejmuje mnie i przyciąga do siebie .
- Dzień Dobry , słoneczko . - mówi odrywając się ode mnie . Miłe powitanie , przelatuje mi przez myśl. - Jak się spało ? - dodaje zaczepnie . Rozglądam się dookoła. Widzę kolorowe ściany . Szafki i inne meble . Drzwi do łazienki . Okno . To jego pokój.
- Dzień Dobry.Żadnych koszmarów .. - mówię spokojnie .
- Żadnych ... - powtarza za mną z rozmarzeniem i tęsknotą. Czyżby jego to spotykało ? Dlaczego tego nie zauważyłam ? Boże , jaka ja jestem głupia . Przecież On przeszedł więcej ode mnie ...
- Co się stało ? - pytam widząc , że jego uśmiech zniknął.
- Nie nic ... - oponuje .
- Peeta , przecież widzę , że coś się dzieje . Oddalasz się ode mnie . Mam wrażenie czasami , że jesteś nieobecny . Jakby mnie nie było . Do tego ten chłód . O co chodzi ? - podnoszę lekko głos. Zaniepokoiło mnie to zachowanie z ostatniego czasu . Coś jest nie tak. Tylko co ? I czemu nie chce mi powiedzieć ?
- To nic ... Tylko ... Prezydent Snow skutecznie zadziałał .. - odpowiada tym lodowatym , pełnym nienawiści głosem . Patrzę na niego przerażona . Odsuwam się lekko . To był zły krok . Jego ręce mocno mnie odpychają . Siła uderzenia odrzuca mnie na ścianę . Zwijam się w kłębek z bólu. Ból jest okropny. Nie to mało powiedziane. Moja głowa daje o sobie znać . Patrzę przed siebie . Piekarz kuli się pod ścianą ściskając głowę , jakby walczył z samym sobą . Albo raczej z jadem gończych os . Pamiętam , że kiedyś mi mówił , że moja obecność mu pomaga . Czemu teraz nie pomogła ? Tego nie wiem , ale muszę coś zrobić . Ostatkiem sił doczołguję się do kąta w którym siedzi . Łapię jego głowę .
- Peeta ? - sapię . Jego oczy już nie są takie błękitne . Raczej ... czerwone . Nie widzę czerwieni . Przegrałam , myślę. Łapie mnie za nadgarstki. Zaciska powieki. Gdy znów je otwiera widzę w nich nutkę błękitu.
- Katniss ? - mówi puszczając moje nadgarstki. - Katniss , uciekaj . Uciekaj ,proszę Cię .
- Nie ! Nie zostawię Cię . - szepcze .
- Uciekaj ! - wrzeszczy. On wrzeszczy ? Przecież nigdy nie krzyczał na mnie . Już wiem , że muszę uciekać . Zrywam się z podłogi i najszybciej jak mogę biegnę do schodów . Znów czuję łzy na policzkach .
- Ach ! - słyszę jego jęki. Wiem, że stara się powstrzymać . - Uciekaj ! - powtarza . Zbiegam ze schodów . Pokonuje schodki z zawrotną szybkością . Gdy jestem na końcu odwracam się za siebie . Peeta już nie dał rady. Nie powstrzymał wspomnień . I tak dużo dał mi czasu. Widzę jak wypada z pokoju. Dyszy bardzo głośno. Zauważa mnie i idzie w kierunku schodów . Zaczynam krzyczeć . Tracę równowagę i spadam. Leżę na ziemi . Obracam się . Błękitnooki , a raczej czerwonooki jest już przede mną . Łapie mnie za koszulkę i podnosi do góry. Patrzę mu w oczy . Jesteśmy twarzą w twarz .Przestaje dyszeć . Ale teraz ja zaczynam ze strachu. Już nic i nikt mnie nie uratuje . Zginę tu . Z ręki mojego chłopaka. Nie . Z ręki zmiecha w którego Go zamienili.
- Zmiech . - mówi z obrzydzeniem . Wbija pięść w mój brzuch . Przyciskam ręce w to miejsce . Puszcza mnie , a ja upadam na plecy. Na moment nie mogę oddychać. Potem czuję kopnięcie , które odbija mnie prawie pod same drzwi wejściowe . To jedyna szansa , myślę . Podnoszę się , ale zaraz znów upadam. Peeta - zmiech zaczyna się śmiać szyderczo . Robi krok i zbliża się do mnie . Teraz to już na prawdę koniec . Już nie ma dla mnie szansy . Podkulam kolana oczekując śmierci. Łzy moczą moje włosy . Chłopak jest coraz bliżej. Może tam w końcu będę szczęśliwa , może tam już nikt mnie nie skrzywdzi . Zobaczę Prim , tatę , Cinnę , Rue . Ciekawe czy czekają .
- Kocham Cię , Peeta . Zawsze będę kochała . - szepczę . Musiałam Mu to powiedzieć przed śmiercią .W końcu to prawda . Ciekawe jak się umiera . To boli ? A może będzie to szybkie i bez bolesne. Rozmyślam tak ,gdy coś do mnie dociera . Czemu jeszcze nie czuję bólu ? Zadzieram głowę do góry . Peeta stoi nade mną i patrzy . Po prostu . Czemu nie atakuje ? A może to szansa ? Może Oni nie chcą , żebym już do nich przyszła i jakoś Go powstrzymali ? Zaglądam mu w oczy . Dostrzegam dziwną przemianę . Czerwień zamienia się w błękit , a Jego wzrok wydaje się być nieobecny . Jakby nie widział teraz mnie , ale coś innego. Mruga i pochyla się . Łapie mnie za ręce . Patrzę zdziwiona , a On klęka . Ma łzy w oczach. Jedna skapuje na moją rękę . Patrzę jak powoli płynie .
- Katniss... - zaczyna . - Katniss , przepraszam . - dodaje łamiącym się tonem . Przykłada moje ręce do swojej twarzy . Po moich rękach płyną powoli kolejne łzy . A ja patrzę tylko zdziwiona . Obejmuje jego głowę i resztką sił przyciągam do siebie .
- Nie płacz . Nie chciałabym . - szepczę delikatnie. Przykładam usta do jego ust . Nie potrafię wykrztusić żadnego słowa . Chwilowo nie czuję bólu . Ale , gdy sobie o nim przypominam powraca z impetem . Syczę z bólu i mocniej podkulam nogi .Puszczam Go . Zaciskam powieki , bo coraz mocniej czuję ból. Delikatnie obejmuje mnie . Jedną rękę kładzie pod moją głową , a drugą lokuje pod moimi plecami . Unosi mnie powoli i ostrożnie . Jakbym była z porcelany , ale faktycznie w tej chwili tak się czuję . Niesie mnie powoli chyba do salonu , nie odrywając wzroku od mojej twarzy . A przynajmniej tak mi się wydaje . Mam wrażenie , że wlepia we mnie wzrok , ale nie jestem pewna , bo mam zamknięte oczy . W końcu dochodzi do celu , bo staje . Ostrożnie układa mnie na czymś . Uchylam powieki . Tak to salon . Leżę na kanapie . Peeta siada na podłodze obok. Trzyma mnie za rękę , a ja zasypiam.
Rozdział 18
Zapraszamy do komentowania i życzymy miłego czytania.
ZuaZuza & Innax
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Peeta trzyma mnie za rękę . Idziemy korytarzem w stronę wyjścia . Wiem , że trzyma mnie , ale mam wrażenie , że Go tu nie ma . Jakby był gdzieś daleko. Ale gdzie ? O czym myśli ? Staję . Patrzy na mnie zdziwiony i również staje. Patrzy takim nieprzytomnym wzrokiem . Biorę kartkę i bazgrze . Pójdę jeszcze do mamy . Idź już do poduszkowca . Zaraz będę . Widzę , że odebrał to jakbym Go spoliczkowała.
- O nie , nie ! - mówi stanowczo. Słyszę ten głos. To nie jest jego normalny głos. To inny głos... inny , a zarazem taki znajomy i bolesny ... jakbym już gdzieś go słyszała . - Nie zostawię Cię . Ani na sekundę . - Teraz już słyszę jego normalny , ciepły głos. Skinam głową i ruszamy dalej . Staje przed salę pielęgniarek. Nie wiem czemu nie jest lekarzem. Przecież Ona potrafi każdego uzdrowić , zupełnie jak Prim ... Na to wspomnienie czuję jedną łzę na policzku . Jestem pewna , że za chwilę zostanie otarta , ale nie. Patrzę na niego . Stoi sztywno . Patrzy na drzwi . Marszczy brwi. Naciskam na klamkę . Przestaje marszczyć brwi. Wchodzimy oboje , On puszcza moją dłoń i przystaje na chwilę . Patrzę na niego zdziwiona . Spogląda na mnie . Widzę w jego oczach to . To czego się najbardziej boję . Podchodzę i mocno Go całuję . Łapie znów moją dłoń i uśmiecha się blado. Znów patrzę Mu w oczy . Znika . Odwracam się i ją dostrzegam. Siedzi , popijając z kubka i lustrując uważnie jakieś papiery . Marszczy brwi. Ruszam w jej stronę . I znów to przeczucie . Czuję , że coś jest nie tak . Ale co ? Czemu mnie to niepokoi ? Przecież równie dobrze mogła przeglądać jakieś papiery innych pacjentów . Ale z mojego doświadczenia wiem , że przeczuć nie można lekceważyć . Katniss ! Uspokój się ! Przecież Go wyleczyli ! Już nic się nie stanie ! Możecie już być szczęśliwi ! Idę z mętlikiem w głowie . Podchodzę do niej. Puszczam rękę Peety . Mocno ją przytulam . Odkłada papiery . Kątem oka dostrzegam literkę P . Puszczam to mimo myśli. Odwzajemnia ucisk . Czuje jej niepokój. O mnie ? Nie ma po co ! Nie wiem czemu , ale nagle się irytuję . Czyżby powracała stara Katniss Everdeen ? I bardzo dobrze ! Nie ! O czym ja myślę . Przecież nie mogę wracać do przeszłości . Cała złość ze mnie wyparowuje.
- Obiecuję Ci , Katniss , że niedługo się zobaczymy . Zobaczysz . - mówi to z bólem. Nie chce się ze mną widzieć ? Czemu ? A może przewiduje , że nie będą to dobre okoliczności ? - Do zobaczenia , córciu. - Czuję przyjemne ciepło . Powiedziała do mnie córciu ? Czuję jak powraca mi głos . Czuję , że mogę coś powiedzieć.
- Do zobaczenia , mamo . - chrypię . Odsuwa się lekko i patrzy na mnie . Widzę w jej oczach radość . Sama się dziwię . Czyżbym odzyskała głos ? Znów mogę mówić !
- Odzyskałaś głos ! - szepcze .
- Tak - też szepcze .
- Idźcie już . Moja przerwa dobiega końca . Zobaczymy się niebawem. - mówi szybko i odchodzi. Podążam za nią wzrokiem. Powieki mnie pieką . Przymykam oczy i odwracam się . Idę przed siebie . Po chwili czuję ciepłą rękę ściskającą moją .
- Hej ! Nie płacz . - mówi ciepło. Czuję , że do mnie wraca.- Niedługo się zobaczycie. - dodaje pocieszając mnie . Patrzę na niego stając .
- Wiem to , ale brakuje mi jej . - mówię cicho. Patrzy na mnie zdziwiony.
- Odzyskałaś głos ...- mówi niedowierzając.
-Tak . - mówię unosząc kąciki ust.
- Dobra , dobra dość tych czułości . Chodźcie , bo zaraz mnie namierzą .- słyszę za swoimi plecami. Odwracam się i kogo widzę ? Nie kto inny , jak Johanna . Jest ubrana . Pod pachą trzyma małą walizkę . Uśmiecha się swoim znajomym śmiechem.
- Wypisali Cię ? - pytam .
- A ty odzyskałaś głos ? - odpowiada pytaniem na pytanie z lekkim zażenowaniem. - Nie usłyszałaś , ciemna maso , ostatniego zdania ? Spadamy , bo mnie zaraz znajdą . - dodaje kpiąco.
- Dobra , chodź . - Nie będę się cackać . Wiem , że i tak jej nie zatrzymam w tym szpitalu. To nie dla niej . Tak samo jak nie dla mnie . Byłam tu ze wzglądu na Peetę . Zrobiłam to , bo mnie prosił. Martwił się . Ruszam w jej kierunku. Przemykamy korytarzami , tak żeby nikt nas nie widział. I to jest mój żywioł. Jej też . Peeta podąża za nami.
ZuaZuza & Innax
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Peeta trzyma mnie za rękę . Idziemy korytarzem w stronę wyjścia . Wiem , że trzyma mnie , ale mam wrażenie , że Go tu nie ma . Jakby był gdzieś daleko. Ale gdzie ? O czym myśli ? Staję . Patrzy na mnie zdziwiony i również staje. Patrzy takim nieprzytomnym wzrokiem . Biorę kartkę i bazgrze . Pójdę jeszcze do mamy . Idź już do poduszkowca . Zaraz będę . Widzę , że odebrał to jakbym Go spoliczkowała.
- O nie , nie ! - mówi stanowczo. Słyszę ten głos. To nie jest jego normalny głos. To inny głos... inny , a zarazem taki znajomy i bolesny ... jakbym już gdzieś go słyszała . - Nie zostawię Cię . Ani na sekundę . - Teraz już słyszę jego normalny , ciepły głos. Skinam głową i ruszamy dalej . Staje przed salę pielęgniarek. Nie wiem czemu nie jest lekarzem. Przecież Ona potrafi każdego uzdrowić , zupełnie jak Prim ... Na to wspomnienie czuję jedną łzę na policzku . Jestem pewna , że za chwilę zostanie otarta , ale nie. Patrzę na niego . Stoi sztywno . Patrzy na drzwi . Marszczy brwi. Naciskam na klamkę . Przestaje marszczyć brwi. Wchodzimy oboje , On puszcza moją dłoń i przystaje na chwilę . Patrzę na niego zdziwiona . Spogląda na mnie . Widzę w jego oczach to . To czego się najbardziej boję . Podchodzę i mocno Go całuję . Łapie znów moją dłoń i uśmiecha się blado. Znów patrzę Mu w oczy . Znika . Odwracam się i ją dostrzegam. Siedzi , popijając z kubka i lustrując uważnie jakieś papiery . Marszczy brwi. Ruszam w jej stronę . I znów to przeczucie . Czuję , że coś jest nie tak . Ale co ? Czemu mnie to niepokoi ? Przecież równie dobrze mogła przeglądać jakieś papiery innych pacjentów . Ale z mojego doświadczenia wiem , że przeczuć nie można lekceważyć . Katniss ! Uspokój się ! Przecież Go wyleczyli ! Już nic się nie stanie ! Możecie już być szczęśliwi ! Idę z mętlikiem w głowie . Podchodzę do niej. Puszczam rękę Peety . Mocno ją przytulam . Odkłada papiery . Kątem oka dostrzegam literkę P . Puszczam to mimo myśli. Odwzajemnia ucisk . Czuje jej niepokój. O mnie ? Nie ma po co ! Nie wiem czemu , ale nagle się irytuję . Czyżby powracała stara Katniss Everdeen ? I bardzo dobrze ! Nie ! O czym ja myślę . Przecież nie mogę wracać do przeszłości . Cała złość ze mnie wyparowuje.
- Obiecuję Ci , Katniss , że niedługo się zobaczymy . Zobaczysz . - mówi to z bólem. Nie chce się ze mną widzieć ? Czemu ? A może przewiduje , że nie będą to dobre okoliczności ? - Do zobaczenia , córciu. - Czuję przyjemne ciepło . Powiedziała do mnie córciu ? Czuję jak powraca mi głos . Czuję , że mogę coś powiedzieć.
- Do zobaczenia , mamo . - chrypię . Odsuwa się lekko i patrzy na mnie . Widzę w jej oczach radość . Sama się dziwię . Czyżbym odzyskała głos ? Znów mogę mówić !
- Odzyskałaś głos ! - szepcze .
- Tak - też szepcze .
- Idźcie już . Moja przerwa dobiega końca . Zobaczymy się niebawem. - mówi szybko i odchodzi. Podążam za nią wzrokiem. Powieki mnie pieką . Przymykam oczy i odwracam się . Idę przed siebie . Po chwili czuję ciepłą rękę ściskającą moją .
- Hej ! Nie płacz . - mówi ciepło. Czuję , że do mnie wraca.- Niedługo się zobaczycie. - dodaje pocieszając mnie . Patrzę na niego stając .
- Wiem to , ale brakuje mi jej . - mówię cicho. Patrzy na mnie zdziwiony.
- Odzyskałaś głos ...- mówi niedowierzając.
-Tak . - mówię unosząc kąciki ust.
- Dobra , dobra dość tych czułości . Chodźcie , bo zaraz mnie namierzą .- słyszę za swoimi plecami. Odwracam się i kogo widzę ? Nie kto inny , jak Johanna . Jest ubrana . Pod pachą trzyma małą walizkę . Uśmiecha się swoim znajomym śmiechem.
- Wypisali Cię ? - pytam .
- A ty odzyskałaś głos ? - odpowiada pytaniem na pytanie z lekkim zażenowaniem. - Nie usłyszałaś , ciemna maso , ostatniego zdania ? Spadamy , bo mnie zaraz znajdą . - dodaje kpiąco.
- Dobra , chodź . - Nie będę się cackać . Wiem , że i tak jej nie zatrzymam w tym szpitalu. To nie dla niej . Tak samo jak nie dla mnie . Byłam tu ze wzglądu na Peetę . Zrobiłam to , bo mnie prosił. Martwił się . Ruszam w jej kierunku. Przemykamy korytarzami , tak żeby nikt nas nie widział. I to jest mój żywioł. Jej też . Peeta podąża za nami.
Rozdział 17
Hey. Macie tu taką dłuższą notkę , w ramach rekompensaty za tamte krótsze. Prosimy o komentarze . Jeżeli są jakieś uwagi pisać .
ZuaZuza & Innax
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Budzi mnie przeraźliwy krzyk . Widzę Gale . Łapie się za głowę . Pewnie zdał sobie z czegoś sprawę tylko z czego ... Podchodzi do Johanny . Widzę , że nie ma nic w buzi i może normalnie mówić .
- Wiesz , masz rację. Chyba będę musiał się Ciebie pozbyć . - Zamachuje się , a ja wrzeszczę przez szmatę . Odwraca się w moją stronę . Patrzy na mnie zdezorientowany i podchodzi do mnie . Zostaję spoliczkowana .
- Zamknij się ! - Śmieje się ze mnie kpiąco . - Nikt Ci nie pomoże . - Zamachuje się wymierzając mi pięść . Ma mnie uderzyć , gdy zostaje odepchnięty na bok . Nie widzę już prawie nic . Znów czuję łzy na policzkach . On ma rację nikt mi nie pomoże . Ale w takim razie kto Go odepchnął ? Spoglądam na Johanne . Leży nieprzytomna . I wtedy to czuję . Ciepłe ramiona. Takie znajome i czułe . Te które zawsze chciały mnie chronić przed złem tego świata .
- Katniss ? - Peeta jest przerażony . - Katniss proszę Cię powiedz coś . - Delikatnie wyciąga mi szmatę z buzi .
- Ko.. kocha ... kocham ...- Nie kończę . Nie mam już siły , choć jeszcze nie mdleję . Przytula mnie mocno .
- Zaraz Twoja mama się Tobą zajmie. Nie bój się . - I wtedy czuję kolejne ramiona . Mama przytula mnie mocno i otula kocem . Nie czuję żadnej części ciała . Kątem oka widzę jak Peeta podchodzi do Gale i wymierza Mu taki sam cios jak On wymierzał mi .
- Jak mogłeś ?! Jak mogłeś , Ty świnio , jej to zrobić ?! - Znów zaczynam się Go bać . Okłada Gale 'a pięściami . Gale nie pozostaje Mu dłużny . Bijatyka trwa , a do mnie podchodzi Haymitch i bierze mnie na ręce.
- Skarbie , słyszysz mnie ? - Nie słyszałam jeszcze w jego głosie takiej troski . Skinam głową . Widzę jak Darick podchodzi do Johanny i otula ją kocem . Ona jest nieprzytomna . Jesteśmy niesione do domu .
- To nie koniec Kotna ! - Słyszę jeszcze głos Gale'a. Czuję jeszcze jak Peeta bierze mnie w ramiona i sam niesie . Czuję przyjemne ciepło , ale i ból.
- Nie martw się , słoneczko . Wszystko będzie dobrze . - mówi z troską i nutą ulgi w głosie .
Wrócił po mnie , myślę zanim tracę przytomność.
~~~~
Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound
Budzę się w uszach dźwięczy mi ta melodia. Nie pamiętam snu , ale zapamiętałam tekst piosenki . Wokoło widzę biel . Tak się umiera ? Chyba tak ,bo nie czuję już bólu . Ale jednak coś czuję . Czuję ucisk. Nie wiem co się dzieję . Nadal słyszę tylko tą piosenkę . Ten ucisk jest tak znajomy. Tak ciepły. I jednocześnie tak odległy . Ktoś mną potrząsa . Ale tak delikatnie ,jakbym była z porcelany .
- Katniss ?- słyszę czyiś odległy głos . - Katniss , słyszysz mnie ? - Ten głos jest coraz bliżej. Wzrok mi się wyostrza . I wtedy Go widzę . Chcę mi się płakać ze szczęścia. Patrzę mu głęboko w oczy i rzucam na szyje . Obejmuje mnie mocniej . Czuję jego szybkie bicie serca , stopniowo zwalniające . Rozglądam się przy okazji . Jesteśmy w jakimś pomieszczeniu . Chyba szpitalnym. Patrzę na niego i cała adrenalina ucieka . Czuję straszliwy ból w okolicach żeber. Zginam się w pół , a Peeta mnie mocno obejmuje .
- Co się stało ? - pyta zaniepokojony . Chcę coś odpowiedzieć , ale z moich ust wydobywa się tylko jakiś świst . Patrzę przerażona na niego . On tylko spuszcza głowę.
- Straciłaś głos . - mówi smutno. - Ale nie martw się . Jest duże prawdopodobieństwo , że odzyskasz głos. - dodaje nieco weselej. A więc straciłam głos. Jest duże prawdopodobieństwo , że go odzyska , ale nie ma stu procent.
- Damy radę . - Peeta mocno mnie obejmuje. Przykładam swoje wargi do jego i zatapiam się w błękicie jego oczu .
~~~~
To dzisiaj . Wracam do domu . Z tego co się dowiedziałam to przez ostatnie dwa dni leżałam w szpitalu w 4 . Peeta cały czas był przy mnie . Umilał mi czas . Pokazywał mi jak rysuje . Uczył mnie rysować . Nie wiedziałam jednak co się dzieje z Johanną . I nie mogłam się dowiedzieć . Swojego głosu już nie odzyskałam. A może jeszcze ... Może odzyskam. Cały czas myślę co z Johanną . Szczerze mówiąc to za nią tęsknię . Brakuje mi jej kpin , jej śmiechu .
- Katniss , nad czym tak myślisz ? - Peeta wyrywa mnie na rozmyślaniu. Chce coś jeszcze powiedzieć , ale milknie . Siedzimy teraz w moim pokoju . Peeta wkłada moje ubrania do jakiejś walizki . Mam dosyć tego , że nie mogę Mu na nic odpowiedzieć . Łapię najbliżej leżącą kartkę i szybko bazgram jedno słowo . Johanna . Podaję Mu kartkę . Czyta jedno słowo i przenosi wzrok na mnie . Pospieszam Go wzrokiem .
- Johanna ? - pyta . Wygląda na zdenerwowanego . - Johanna leży dwie sale dalej . Nadal jest nieprzytomna... Darick przy niej siedzi . Chyba się znali wcześniej . - Spuszcza głowę . Z nią jest o wiele gorzej niż ze mną . Wiem o co Mu chodzi . - Chodźmy już . - mówi wstając. Piszę jeszcze coś na kartce i podaję Mu .
- Czy możesz do niej iść ? Chyba tak . - odpowiada nieco pogodniej . Uśmiecham się do niego lekko . On łapie walizkę i wyciąga do mnie rękę . Łapię ją i wychodzimy. Pierwszy raz od kilku dni wychodzę z tego pokoju. Mama regularnie mnie odwiedzała. To samo Annie . Przychodziły obie codziennie . Annie przynosiła swojego synka , Toma . Patrzyłam jak Tom spokojnie śpi w jej ramionach . Jedyną osobą , której nie widziałam był Haymitch . Ten pijak nie przyszedł ani razu . Ale co ja mówię ? Pijak ? Przecież .. chyba przestał . Jak wtedy mnie kawałek niósł znów czułam nutę alkoholu , ale nie za dużo . Jestem ciekawa czemu nie przychodzi. Peeta mówił , że Gale jest w więzieniu w Kapitolu . Nie mówili mi , że im uciekł , bo bali się , że do niego pójdę . Nie dziwię się im . Tak bym zrobiła. Idziemy korytarzem . Peeta podchodzi do jakiejś pielęgniarki i o coś pyta. Odchodzi od niej z uśmiechem i mówi , że możemy iść do Johanny . Podchodzimy do drzwi z napisem " Nieprzytomni " . Trochę boję się tam wchodzić . Spoglądam na Peetę przestraszona . Łapie mnie za rękę .
- Będzie dobrze . - szepcze . Otwiera drzwi. Widzę jakiegoś bruneta . Siedzi nad jakąś wymizerniałą dziewczyną. Ma zamknięte włosy i zapadnięte oczy . Podchodzę do niego i kładę mu rękę na ramieniu. Spogląda na mnie zdziwiony. Macham tylko głową i ściągam rękę . Odwraca wzrok na Johannę . Widzę jego łzy. Mnie też jest trudno . Podchodzę bliżej i przytulam ją . Dziewczyna porusza się lekko .
- Dobrze Cię widzieć , ciemno maso . - mówi słabo , ale jej słownictwo się nie zmienia . Patrzę na nią i szeroko się uśmiecham. Chcę krzyczeć ze szczęścia , ale nie mogę . - To przywitanie jest lepsze niż ostatnie . Czemu nic nie mówisz ? - pyta , a ja spuszczam głowę . Ona już nic nie mówi tylko mnie mocno obejmuje . Siada i cicho syczy .
- Nie , nie to nic ... - cichnie jak zauważa siedzącego obok bruneta . On uśmiecha się szeroko . Johanna odwzajemnia uśmiech . - Ile to już lat ? -zwraca się do niego .
- 12 ? - słyszę jego głos . Jest bardzo niski .
- Jakoś tak . - spoglądam na Peetę i daję znak głową , żebyśmy wyszli . Skina głową i wyciąga rękę . Podchodzę do niego i oboje idziemy w stronę drzwi.
- Dziękuję , Katniss . - słyszę jeszcze głos . Odwracam się zaskoczona . Czyżby powiedziała Katniss ? - To była jednorazowa odmiana , ciemna maso . - dodaje .
ZuaZuza & Innax
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Budzi mnie przeraźliwy krzyk . Widzę Gale . Łapie się za głowę . Pewnie zdał sobie z czegoś sprawę tylko z czego ... Podchodzi do Johanny . Widzę , że nie ma nic w buzi i może normalnie mówić .
- Wiesz , masz rację. Chyba będę musiał się Ciebie pozbyć . - Zamachuje się , a ja wrzeszczę przez szmatę . Odwraca się w moją stronę . Patrzy na mnie zdezorientowany i podchodzi do mnie . Zostaję spoliczkowana .
- Zamknij się ! - Śmieje się ze mnie kpiąco . - Nikt Ci nie pomoże . - Zamachuje się wymierzając mi pięść . Ma mnie uderzyć , gdy zostaje odepchnięty na bok . Nie widzę już prawie nic . Znów czuję łzy na policzkach . On ma rację nikt mi nie pomoże . Ale w takim razie kto Go odepchnął ? Spoglądam na Johanne . Leży nieprzytomna . I wtedy to czuję . Ciepłe ramiona. Takie znajome i czułe . Te które zawsze chciały mnie chronić przed złem tego świata .
- Katniss ? - Peeta jest przerażony . - Katniss proszę Cię powiedz coś . - Delikatnie wyciąga mi szmatę z buzi .
- Ko.. kocha ... kocham ...- Nie kończę . Nie mam już siły , choć jeszcze nie mdleję . Przytula mnie mocno .
- Zaraz Twoja mama się Tobą zajmie. Nie bój się . - I wtedy czuję kolejne ramiona . Mama przytula mnie mocno i otula kocem . Nie czuję żadnej części ciała . Kątem oka widzę jak Peeta podchodzi do Gale i wymierza Mu taki sam cios jak On wymierzał mi .
- Jak mogłeś ?! Jak mogłeś , Ty świnio , jej to zrobić ?! - Znów zaczynam się Go bać . Okłada Gale 'a pięściami . Gale nie pozostaje Mu dłużny . Bijatyka trwa , a do mnie podchodzi Haymitch i bierze mnie na ręce.
- Skarbie , słyszysz mnie ? - Nie słyszałam jeszcze w jego głosie takiej troski . Skinam głową . Widzę jak Darick podchodzi do Johanny i otula ją kocem . Ona jest nieprzytomna . Jesteśmy niesione do domu .
- To nie koniec Kotna ! - Słyszę jeszcze głos Gale'a. Czuję jeszcze jak Peeta bierze mnie w ramiona i sam niesie . Czuję przyjemne ciepło , ale i ból.
- Nie martw się , słoneczko . Wszystko będzie dobrze . - mówi z troską i nutą ulgi w głosie .
Wrócił po mnie , myślę zanim tracę przytomność.
~~~~
Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound
Budzę się w uszach dźwięczy mi ta melodia. Nie pamiętam snu , ale zapamiętałam tekst piosenki . Wokoło widzę biel . Tak się umiera ? Chyba tak ,bo nie czuję już bólu . Ale jednak coś czuję . Czuję ucisk. Nie wiem co się dzieję . Nadal słyszę tylko tą piosenkę . Ten ucisk jest tak znajomy. Tak ciepły. I jednocześnie tak odległy . Ktoś mną potrząsa . Ale tak delikatnie ,jakbym była z porcelany .
- Katniss ?- słyszę czyiś odległy głos . - Katniss , słyszysz mnie ? - Ten głos jest coraz bliżej. Wzrok mi się wyostrza . I wtedy Go widzę . Chcę mi się płakać ze szczęścia. Patrzę mu głęboko w oczy i rzucam na szyje . Obejmuje mnie mocniej . Czuję jego szybkie bicie serca , stopniowo zwalniające . Rozglądam się przy okazji . Jesteśmy w jakimś pomieszczeniu . Chyba szpitalnym. Patrzę na niego i cała adrenalina ucieka . Czuję straszliwy ból w okolicach żeber. Zginam się w pół , a Peeta mnie mocno obejmuje .
- Co się stało ? - pyta zaniepokojony . Chcę coś odpowiedzieć , ale z moich ust wydobywa się tylko jakiś świst . Patrzę przerażona na niego . On tylko spuszcza głowę.
- Straciłaś głos . - mówi smutno. - Ale nie martw się . Jest duże prawdopodobieństwo , że odzyskasz głos. - dodaje nieco weselej. A więc straciłam głos. Jest duże prawdopodobieństwo , że go odzyska , ale nie ma stu procent.
- Damy radę . - Peeta mocno mnie obejmuje. Przykładam swoje wargi do jego i zatapiam się w błękicie jego oczu .
~~~~
To dzisiaj . Wracam do domu . Z tego co się dowiedziałam to przez ostatnie dwa dni leżałam w szpitalu w 4 . Peeta cały czas był przy mnie . Umilał mi czas . Pokazywał mi jak rysuje . Uczył mnie rysować . Nie wiedziałam jednak co się dzieje z Johanną . I nie mogłam się dowiedzieć . Swojego głosu już nie odzyskałam. A może jeszcze ... Może odzyskam. Cały czas myślę co z Johanną . Szczerze mówiąc to za nią tęsknię . Brakuje mi jej kpin , jej śmiechu .
- Katniss , nad czym tak myślisz ? - Peeta wyrywa mnie na rozmyślaniu. Chce coś jeszcze powiedzieć , ale milknie . Siedzimy teraz w moim pokoju . Peeta wkłada moje ubrania do jakiejś walizki . Mam dosyć tego , że nie mogę Mu na nic odpowiedzieć . Łapię najbliżej leżącą kartkę i szybko bazgram jedno słowo . Johanna . Podaję Mu kartkę . Czyta jedno słowo i przenosi wzrok na mnie . Pospieszam Go wzrokiem .
- Johanna ? - pyta . Wygląda na zdenerwowanego . - Johanna leży dwie sale dalej . Nadal jest nieprzytomna... Darick przy niej siedzi . Chyba się znali wcześniej . - Spuszcza głowę . Z nią jest o wiele gorzej niż ze mną . Wiem o co Mu chodzi . - Chodźmy już . - mówi wstając. Piszę jeszcze coś na kartce i podaję Mu .
- Czy możesz do niej iść ? Chyba tak . - odpowiada nieco pogodniej . Uśmiecham się do niego lekko . On łapie walizkę i wyciąga do mnie rękę . Łapię ją i wychodzimy. Pierwszy raz od kilku dni wychodzę z tego pokoju. Mama regularnie mnie odwiedzała. To samo Annie . Przychodziły obie codziennie . Annie przynosiła swojego synka , Toma . Patrzyłam jak Tom spokojnie śpi w jej ramionach . Jedyną osobą , której nie widziałam był Haymitch . Ten pijak nie przyszedł ani razu . Ale co ja mówię ? Pijak ? Przecież .. chyba przestał . Jak wtedy mnie kawałek niósł znów czułam nutę alkoholu , ale nie za dużo . Jestem ciekawa czemu nie przychodzi. Peeta mówił , że Gale jest w więzieniu w Kapitolu . Nie mówili mi , że im uciekł , bo bali się , że do niego pójdę . Nie dziwię się im . Tak bym zrobiła. Idziemy korytarzem . Peeta podchodzi do jakiejś pielęgniarki i o coś pyta. Odchodzi od niej z uśmiechem i mówi , że możemy iść do Johanny . Podchodzimy do drzwi z napisem " Nieprzytomni " . Trochę boję się tam wchodzić . Spoglądam na Peetę przestraszona . Łapie mnie za rękę .
- Będzie dobrze . - szepcze . Otwiera drzwi. Widzę jakiegoś bruneta . Siedzi nad jakąś wymizerniałą dziewczyną. Ma zamknięte włosy i zapadnięte oczy . Podchodzę do niego i kładę mu rękę na ramieniu. Spogląda na mnie zdziwiony. Macham tylko głową i ściągam rękę . Odwraca wzrok na Johannę . Widzę jego łzy. Mnie też jest trudno . Podchodzę bliżej i przytulam ją . Dziewczyna porusza się lekko .
- Dobrze Cię widzieć , ciemno maso . - mówi słabo , ale jej słownictwo się nie zmienia . Patrzę na nią i szeroko się uśmiecham. Chcę krzyczeć ze szczęścia , ale nie mogę . - To przywitanie jest lepsze niż ostatnie . Czemu nic nie mówisz ? - pyta , a ja spuszczam głowę . Ona już nic nie mówi tylko mnie mocno obejmuje . Siada i cicho syczy .
- Nie , nie to nic ... - cichnie jak zauważa siedzącego obok bruneta . On uśmiecha się szeroko . Johanna odwzajemnia uśmiech . - Ile to już lat ? -zwraca się do niego .
- 12 ? - słyszę jego głos . Jest bardzo niski .
- Jakoś tak . - spoglądam na Peetę i daję znak głową , żebyśmy wyszli . Skina głową i wyciąga rękę . Podchodzę do niego i oboje idziemy w stronę drzwi.
- Dziękuję , Katniss . - słyszę jeszcze głos . Odwracam się zaskoczona . Czyżby powiedziała Katniss ? - To była jednorazowa odmiana , ciemna maso . - dodaje .
Rozdział 16
Otwieram oczy . Mysle ,ze jestem przytulona przez Peete ,ale sie myle . Leze na podlodze w tym samym miejscu co Gale ... No wiadomo . Widze Johanne na przeciwko mnie . Spi . Wyglada na bardzo zmeczona . I poturbowana . Ma rozcieta warge , siniaka pod okiem ,sine nadgarstki. Opuszczam glowe . Zauwazam ,ze jestem w samej bieliznie . Patrze na Johanne . Ona tez . Na pewno nie poddala sie bez walki . Nie to co ja . I co ja teraz zrobie . Co z Peeta ? Co ja Mu powiem ? Nie wiem .Moje rozmyslania przerywa pewien jek .Patrze na Johanne . Jest przemarznieta . Patrzy na mnie blagalnie . A ja nie potrafie jej pomoc . Widze bol w jej oczach . Do pokoju wchodzi Gale. Patrzy na nas zaspanym wzrokiem i przeciaga sie . Usmiecha sie z satysfakcja . Podchodzi do Johanny i na nia patrzy . Znika strach z jej oczu . Patrzy na niego z nienawiscia . On patrzy na nia i pyta czy zrobi dla niego wszystko .Wyciaga jej szmate z buzi ,a Ona rzuca rozaniec przeklenstw w jego strone . Na koniec pluje Mu w twarz . Teraz to my usmiechamy sie z satysfakcja . Gale otrzasuje sie i wymierza Johannie siarczysta piesc . Ta odwraca glowe i zaczyna na niego wrzeszczec . Nie okazuje skruchy . Patrze jak zaczyna ja okladac do nieprzytomnosci .Mocno wpieniony podchodzi do mnie . Robi to samo . Dostaje jedna piesc , potem druga i trzecia . Krew leje sie z mojego nosa i miesza ze lzami . Na koniec Gale wali mnie w brzuch . Jak ja moglam myslec ,ze chce z nim zyc ?! Ostatnie co rejestruje moj mozg to smiech . Ironiczny smiech .
Rozdział 15
Bum ! Widzę Johannę upadającą na ziemię . Gale przywalił jej jak wchodziła . Nie ma broni , ale świetnie walczy wręcz , nie to co ja . Szybko wyskakuje na dwie nogi i wali Gale ' a w nos. Ten odpada na bok i trzyma się za nos . Johanna podbiega do mnie i najszybciej jak może odwiązuje węzły .
- Znowu ratuje Ci życie , ciemna maso . - mówi z bladym uśmiechem. Widzę strach w jej oczach. Znów udaje tylko silną . Wyjmuje mi to coś z buzi .
- Gdzie jest Peeta ? - pytam .
- Nie mógł przyjść .. - mówi , ale przerywa . Słyszę narastające przerażenie . Zauważa to - Nie martw się nic Mu nie jest . Ja po Ciebie przyszłam , tak ? - dodaje z lekkim wyrzutem . Znów tylko udaje . Po prostu nie chce , żebym się bała . Bum ! Johanna znów upada . Gale mocno ją związuje . Szamocze się chwilę , ale w końcu przestaje . Widzę błysk w jej oczach . Obmyśla plan. Patrzy na mnie jakby chciała powiedzieć " Wytrzymaj " . " Wytrzymam " odpowiadam jej myślach . Chyba zrozumiała , bo skina głową. Uświadamiam sobie , że nie mam nic w ustach chcę krzyczeć , ale nie mogę . Peeta wtedy przybiegnie . Boję się o niego . Chociaż bardzo chcę krzyknąć nie robię tego . Nadal jestem związana . Gale podchodzi do mnie i gapi się na mnie .
- Nie będzie już i tak potrzebna - mówi odrzucając to coś czym mnie zakneblował. To chyba była szmata . Podchodzi do mnie. Łapie za włosy .
- Auu ! - syczę . Ciągnie mnie w górę i rzuca o ścianę tak jak to zrobił w moim śnie . Znów leżę , znów do mnie podchodzi . Rozwiązuje mnie pozostawiając tylko związane ręce.
- Johanno , wolisz obejrzeć czy może nie ? - pyta obrzydliwie .Zgadza się . Ma jakiś plan . Pośród strachu , przerażenia , złości , troski rodzi się we mnie nowe uczucie . Nadzieja. - Dobra , z Tobą rozprawię się później . - Teraz i Ona się boi , lecz nie poddaje . Gale kładzie ręce na mojej talii . Nie czuję się tak jak z Peetą . On to robił delikatnie i czule , a Gale obrzydliwie , tak jakby chciał tylko to zrobić dla przyjemności , a potem mnie porzucić . Wbija swoje usta w moje . Zaczynam się szamotać , ale jest za silny. Słyszę jęk Johanna . Widzę łzy w jej oczach zamieniające się w determinację . Wpadam na pomysł . Spoglądam na moją nogę . Idealnie . Gwałtownym ruchem ją podnoszę , a Gale odrywa się i łapie za kroczę .
- Teraz przegięłaś . - To mówiąc podchodzi do mnie i zdziera ze mnie ubranie . Szmata jest znów w moich ustach. Johanna straciła już determinację . Teraz jest przerażona , jeszcze jej takiej nie widziałam . Zamyka oczy . Nie chcę na to patrzeć . Ja też . Ale muszę . To moja wina . Zostaję w samej bieliźnie. Gale rozpina rozporek .
- Teraz pokażę Ci czego byś nie miała z Mellarkiem . - Kładzie się na mnie , a ja czuję jak gwałtownie we mnie wchodzi. To boli . To bardzo boli. Nie tak jak z Peetą . To jest gorsze niż śmierć . Gale patrzy na mnie zadowolonym wzrokiem. Ja wrzeszczę przez szmatę . Johanna zaczyna się szamotać . Ja też , ale jest za silny . Coraz mocniej się wbija i teraz już nie daję rady . Mdleję . A może umieram ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)